Temat: Artykuły w tłumaczeniu

26 Kwi
2014
John Robbins

Zdjęcie: Pete/Flickr.

Pewnego dnia, będąc w stanie Iowa, poznałem dżentelmena, który tam mieszkał. Jeśli mam być szczery, to używam tu określenia „dżentelmen” wyłącznie z grzeczności, gdyż z całą pewnością nie tak go wówczas postrzegałem. Był właścicielem i zarządcą czegoś, co określał jako „produkcja trzody chlewnej”. Ja natomiast, ze swojej perspektywy, określiłbym to raczej jako „Auschwitz dla świń”.

Warunki były okrutne. Świnie były stłoczone w klatkach jedynie nieco większych od ich ciał. Klatki były poustawiane rzędami, jedna na drugiej, na wysokość trzech pięter. Na dole miały metalowe ruszta, przez które odchody zwierząt z górnego i środkowego piętra spadały na zwierzęta, które były na dole. Wspomniany właściciel tego koszmaru ważył, jestem tego pewien, ponad sto kilogramów. Co jednak było bardziej niezwykłe w jego wyglądzie, to że wydawało się, że zbudowany był z betonu. Jego ruchy miały płynność i grację betonowej ściany.

Jakby tego było mało, to, co mówił, zdawało się składać głównie z burknięć, z których wiele brzmiało dla mnie tak samo i z których żadne nie było przyjemne dla ucha. Patrząc, jak sztywne były jego ruchy i oceniając ogólne wrażenie, jakie sprawiała jego postać, pomyślałem – dość błyskotliwie, jak sądziłem – że nie było to spowodowane jedynie tym, że akurat tego ranka nie miał czasu na dokończenie codziennej praktyki jogi.

Cały tekst w Dzienniku Opinii.

29 Sty
2014
Christopher Alexander

Zdjęcie: Nomad@Live/Flickr.

W 1992 r. prowadziłem wykład dla 110 studentów architektury na Uniwersytecie Kalifornii. Wyświetliłem na ekranie slums z Bangkoku oraz postmodernistyczną, ośmiokątną wieżę i poprosiłem studentów, by wybrali, który z tych budynków, ich zdaniem, ma w sobie więcej życia.

Dla części z nich odpowiedź była oczywista. Dla innych to pytanie było z początku niewygodne. Pytali: „Co masz na myśli? Co to pytanie ma oznaczać? Jaka jest twoja definicja życia?” i tak dalej. Wyjaśniłem im, że nie proszę o to, aby dokonali naukowej analizy, lecz by stwierdzili, zgodnie z ich własnymi odczuciami, który z tych dwóch budynków, wydaje się mieć więcej życia. Nawet jednak wówczas pytanie to wciąż sprawiało, że niektórzy czuli się nieswojo. (więcej…)

20 Gru
2011
Christopher Alexander

Praga. Zdjęcie: tanvach/Flickr.

Pewnego razu przeprowadziłem eksperyment, prosząc studentów [architektury], by porównali zdjęcie zdobionego manuskryptu z fragmentem ściany w audytorium, w którym odbywał się wykład. Ściany, która została udekorowana w postmodernistycznym stylu, mosiężnymi lampami i mosiężnymi paskami [pytając o to, które z nich ma w sobie więcej życia?]. Studenci byli zdecydowanie zgodni co do tego, że więcej życia jest w zdobionym manuskrypcie. Niektórzy studenci przyznawali to jednak z niechęcią, byli zirytowani samym pytaniem i mieli odczucie, że było ono z gruntu fałszywe i „zmanipulowane”. (więcej…)

25 Kwi
2011
Madeline Ostrander

Zdjęcie: matley0/Flickr.

Skoro przyznano prawa korporacjom, jak prawo swobody wypowiedzi, to dlaczego nie można by rozciągnąć praw także na rzeki lub na orangutany? Coraz większa liczba osób, zajmujących się ochroną przyrody i sprawiedliwością społeczną, uważa, że przyroda powinna mieć prawa, które byłyby zagwarantowane w systemie prawnym. Ponad 100 lokalnych społeczności w USA przyjęły specjalne uchwały, które przyznają prawa przyrodzie (zobacz więcej tutaj), a w Ekwadorze zostały one zapisane w konstytucji kraju. Co jednak oznaczałoby to w praktyce, gdyby prawnik mógł występować w imieniu ekosystemu lub zwierząt? Czy byłoby to praktyczne? (więcej…)

13 Mar
2011
Richard Louv

Zdjęcie: krebsmaus07/Flickr.

Jako chłopiec, wyciągnąłem dziesiątki, a może nawet setki palików, w beznadziejnych staraniach, by spowolnić spychacze, które rozjeżdżały mój las, aby zrobić miejsce dla nowego osiedla. Gdybym wiedział wówczas to, czego potem dowiedziałem się od dewelopera, że byłoby bardziej skuteczne, gdybym po prostu poprzesuwał te paliki, to na pewno bym tak zrobił. Możecie sobie zatem wyobrazić moje niedowierzanie, gdy, kilka tygodni po wydaniu w 2005 r. mojej książki „Ostatnie dziecko w lesie” (ang. Last Child in the Woods), otrzymałem email od Dereka Thomasa, który przedstawił się jako wice-przewodniczący i dyrektor ds. inwestycji w Newland Communities, jednej z największych w kraju, prywatnych firm deweloperskich, które budują osiedla. „Czytałem Twoją książkę - napisał - i jestem bardzo poruszony tym, o czym w niej napisałeś.” (więcej…)

30 Lis
2010
Martina Petrů

Zdjęcia: Martina Petrů.

Artykuł z cyklu sprawy globalne i pomoc rozwojowa.

Nie ma się co dziwić, że Madagaskar, który położny jest na Oceanie Indyjskim, zaledwie 400 km od wschodniego wybrzeża Afryki i jest czwartą co do wielkości wyspą na świecie, jest jednym z tych miejsc na Ziemi, gdzie różnorodność biologiczna jest największa. Wyspa ta była w większości zalesiona, aż do mniej więcej początku naszej ery, kiedy to pierwsi osadnicy przybyli z odległego Borneo, a potem ze wschodniej i południowej Afryki, Półwyspu Arabskiego i Europy. Szacuje się, że, na przestrzeni ostatnich 2 tysięcy lat, ponad 90% lasów Madagaskaru przekształcono w tereny rolnicze lub zamieszkane przez ludzi (1). Obecnie Madagaskar jest jednym z tych miejsc na świecie, gdzie liczba ludności rośnie najszybciej, a przetrwanie mieszkańców wyspy zależy bardziej niż kiedykolwiek od kruchych zasobów naturalnych i bioróżnorodności (2). (więcej…)

28 Wrz
2010
Frances Moore Lappé

Belo Horizonte. Zdjęcie: tuliom/Flickr.

Kiedy pisałam książkę „Dieta dla małej planety”, odkryłam prostą prawdę: głód na świecie nie jest spowodowany brakiem żywności, lecz brakiem demokracji. Jednak uświadomienie sobie tego to był jedynie początek, albowiem musiałam zadać sobie jeszcze pytanie: jak wygląda demokracja, dzięki której obywatele mogą naprawdę mieć wpływ na to, by móc zapewnić sobie niezbędne do życia rzeczy? Czy istnieje taka demokracja gdzieś na świecie? Czy działa w praktyce czy jest to tylko marzenie? Wraz ze zwiększającą się liczbą głodnych osób w USA – jedna osoba na dziesięć korzysta z bonów żywnościowych – te pytania znów stały się palące. (więcej…)

26 Wrz
2010
Tom Atlee

Zdjęcie: gwydionwilliams/Flickr.

Kiedy po raz pierwszy widziałem jak podjęta została decyzja bez podejmowania decyzji, utknęliśmy akurat w grupie kilkuset członków naszej społeczności w fabryce nawozów w zachodnim Kolorado. Cuchnęło tam jak nie wiem co, a na dodatek było duszno i gorąco. W metalowy dach dudniły krople deszczu, tysiące litrów wody bezustannie spadało z burzowych chmur ponad nami. Stłoczeni, w przemoczonych ubraniach przeciwdeszczowych, nie byliśmy szczęśliwymi biwakowiczami.

Być może domyślacie się już, że nie byliśmy zwykłą społecznością. Byliśmy grupą 400 osób, z różnych środowisk i zawodów, która próbowała razem żyć w miasteczku namiotowym, które co dzień lub dwa przesuwało się o 15 mil wzdłuż drogi. Braliśmy bowiem udział w Wielkim Marszu Pokojowym Na Rzecz Rozbrojenia Nuklearnego na Świecie w 1986 r., który przemierzał cały kraj i było wówczas blisko tego, by marsz się rozpadł (już raz się rozpadł na pustyni w Kalifornii, gdy sponsorująca nas organizacja Pro-Peace zbankrutowała i porzuciła naszą grupę 1200 osób. 800 z nas wróciło wówczas do domów. 400, którzy utknęli w fabryce nawozów, byli tymi, którzy znów zaczęli iść w marcu, po dwóch tygodniach przestoju na torze motokrosowym w Barstow i szukania nowego źródła finansowania i liderów. Ale to całkiem inna opowieść!). (więcej…)